TEJ NOCY NIE ZMRUŻYŁAM OKA.
Nie wiedziałam co mam robić. Musiałam się czymś zająć, żeby nie myśleć ... o mamie.
Najdziwniejsze było to, że mi ulżyło. Może TAM będzie jej lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję. Postanowiłam przygotować się do szkoły. Razem z Taylorem chodziliśmy do tutejszego liceum. Spakowałam książki i zmieniłam ubrania. Temperatura na zewnątrz wynosiła prawie 20 stopni, a w ciągu dnia stopniowo wzrastała, więc ubrałam legginsy we wzorek i żółty top. Przypudrowałam lekko twarz i pomalowałam rzęsy tuszem. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem normalnie, z wyjątkiem fioletowych worków pod oczami. Przykryłam je korektorem i sprawdziłam, która godzina.
Siódma trzydzieści dwie, powinnam się zbierać. Wzięłam plecak i zeszłam po schodach. Nie chciałam się z nikim widzieć. Zabrałam jabłko ze stołu, ubrałam moje ukochane tenisówki i wyszłam na zewnątrz. Zatrzymałam się na chwilę i zaczerpnęłam świeżego powietrza.
Usłyszałam za sobą odgłos zamykanych drzwi. Po chwili koło mnie stał Taylor. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie wyszło mu to jednak, ale przynajmniej próbował.
- Chodź, podwiozę Cię. - złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę samochodu.
Tay jeździł czarnym jeepem, którego dostał od ojca na 18 urodziny. No, może kilka dni po urodzinach, bo rodzice jak zwykle zapomnieli.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera, wsiadłam do środka i zamknął za mną drzwi.
Zasiadł za kierownicą i odpalił silnik.
- Nie chciałabyś mieć własnego wozu, mała? - spojrzał na mnie kątem oka - Mogłabyś sama jeździć do szkoły. I nie chodzi o to, że nie lubię tego robić, ale za chwilę kończę szkołę i nie wiem jak to dalej będzie.
- Na razie mnie na niego nie stać. Muszę sobie znaleźć jakąś pracę. Vee mówiła mi ostatnio, że w Świecie Kawy szukają kelnerek.
Vee Jones - moja najlepsza przyjaciółka od .... odkąd pamiętam. Jesteśmy totalnym przeciwieństwem. Ona blondynka, ja brunetka. Ona ma 173 cm wzrostu, ja 161 cm. Ona ma niebiesko-szare oczy, ja brązowe. Ale jedna rzecz nas łączy. Uwielbiamy serial True Blood, razem potrafimy oglądać jeden, ten sam odcinek kilka razy! Praca w tym samym miejscu to jest to czego nam brakowało.
- Mogłybyśmy się zgłosić. Hm...co o tym myślisz, Tay?
- Myślę, że to niezły pomysł. Naprawdę. Mogę pojechać z tobą, jeśli chcesz.
- Nie, pojedziemy z Vee jej samochodem. Ale dzięki za propozycję.
Pocałowałam go w policzek i wyskoczyłam z jeepa, bo właśnie podjechaliśmy pod szkołę. Ruszyłam szybkim krokiem do budynku. Wyciągnęłam z plecaka plan zajęć i szybko szukałam lekcji od której dzisiaj zaczynałam. "Pierwszą mam w sali..." Plan upadł mi na ziemię razem ze mną. "No super, ja mam takie szczęście, że zawsze w kogoś wejdę." - pomyślałam.
Spojrzałam w górę, żeby zobaczyć w kogo weszłam. Miałam przed sobą chłopaka trochę starszego ode mnie o blond włosach, którym bez wątpienia poświęcił wiele uwagi, bo wyglądały na artystycznie potargane. W przeciwieństwie do innych chłopaków z naszej szkoły nieudolnie nadużywających żelu do włosów, ten chłopak wyglądał naprawdę dobrze. Był opalony, wysoki i smukły. Spojrzenie jadeitowych oczu nadawało twarzy wygląd postaci wyrzeźbionej przez któregoś z podziwianych artystów. Nie jestem jakąś specjalistką w kwestii chłopaków, ale on był baaaaardzo przystojny.
Popatrzył na mnie, uśmiechnął się i wyciągnął rękę, żeby pomóc mi wstać.
- Bardzo cię przepraszam. To moja wina. - powiedziałam uśmiechając się przepraszająco.
- Nie masz za co przepraszać, to ja zawsze chodzę z głową w chmurach. - powiedział i przeczesał ręką włosy - Nic Ci się nie stało?
- Nie, chyba nie. Nadgarstek tylko trochę boli, ale to nic. - schyliłam się żeby pozbierać swoje rzeczy.
- Poczekaj, ja to zrobię. - odsunął delikatnie moją rękę i podniósł plan i plecak - W której sali masz lekcje? Odprowadzę cię. - uśmiechnął się rozbrajająco - Zaraz sprawdzimy ... teraz masz historię w pracowni na 2 piętrze. Chodź, pospieszmy się, bo zaraz będzie dzwonek.
Zamarłam. Wpatrywałam się w niego jak jakaś idiotka.
- Dobrze, chodźmy. A Ty co masz pierwsze?
- Historię razem z tobą - uśmiechnął się łobuzersko.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek i ruszyliśmy biegiem do klasy. Profesor McCain sprawdzał listę obecności w momencie kiedy ze śmiechem wbiegliśmy do klasy. Spojrzał na nas surowo i wskazał pustą ławkę.
- Siadajcie, ale już. - był zdenerwowany.
Usiadłam w ławce i wypakowałam podręcznik.
Blond włosy chłopak zajął miejsce koło mnie i wbił we mnie swoje jadeitowe spojrzenie.
- Co?
- Zastanawiam się, co cię trapi. Widzę to w twoich oczach. Wszystko okej? - wyglądał na zatroskanego.
- Widzimy się pierwszy raz w życiu i każesz mi się zwierzać? Mowy nie ma. Nawet nie wiem jak masz na imię.
- Jestem Alex. Przez "x". - ewidentnie próbował mnie rozśmieszyć.
- Sophie, miło mi Aleksie przez "x". - zaśmiał się ukazując równe, białe zęby.
Nagle dziewczyna siedząca w ławce przed nami odwróciła się i spojrzała na mnie.
- No, no, no! Widzę, że jesteś tak bardzo zajęta zawieraniem nowych znajomości, że z przyjaciółką to już się nie przywitasz! - powiedziała i wystawiła mi język.
- Vee! Ty wariatko! Jak mogłabym o tobie zapomnieć? Przepraszam, mam trochę zwariowany tydzień. Z resztą, opowiem Ci później. - spojrzałam znacząco na Aleksa Mogę wpaść do ciebie koło szóstej?
- Jasne! Żaden problem. Z tego co widzę, mamy sporo do omówienia.
- Okej, ja też wpadnę posłuchać damskich ploteczek. - Alex mrugnął do mnie znacząco.
- NIE! - krzyknęłyśmy obie równocześnie, chyba trochę za głośno.
- Panno Russel, panno Jones, czy mogę prosić o ciszę?
Profesor McCain wyglądał na zirytowanego. Na jego lekcjach zawsze powinien panować spokój. Przynajmniej on tak twierdzi. My, uczniowie mamy inne zdanie na ten temat.
- Przepraszamy, panie profesorze. - powiedziałam i spojrzałam na Vee.
- Taaak. Sorki, psorze.
- Ekhem ... Panno Jones?
- Przepraszam profesorze McCain. Może być? - uśmiechnęła się. Na pierwszy rzut oka widać było, że sobie z niego kpi.
Profesor tylko przewrócił oczami.
* * *
Po lekcjach wyszłyśmy z Vee na korytarz. Stanęłyśmy pod jej szafką i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- O co znowu chodzi?
- Czy Ty wiesz kto to był?!
- Tak, Alex. Znasz go?
Wzniosłą oczy do nieba.
- Cała szkoła go zna. To Alex Blake, BYŁY chłopak Natalie Haloway. Wiesz, tej diwy, która zaginęła kilka miesięcy temu.
Zbladłam, na dźwięk tego imienia.
- Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie tutaj, chodźmy gdzieś, gdzie nikt nas nie podsłucha.
- Okej. Powiem Ci tyle: przerażasz mnie, ale masz szczęście, że Ci ufam, kochanie. Przy sali gimnastycznej jest łazienka, z której nikt nie korzysta. Może tam?
- Tak, to idealne miejsce. Chodźmy.
Złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku sali gimnastycznej. Po drodze zobaczyłam Aleksa. Spojrzałam na niego w tej samej chwili co on na mnie. Uśmiechnął się i puścił oczko.
Nie wiem czemu, ale czułam, że z nim jest coś nie tak. Nie potrafię się przy nim wyluzować.
Skręciłyśmy w stronę sali i straciłam go z oczu. Na szczęście. Weszłyśmy do opuszczonej łazienki i starannie zamknęłam za nami drzwi.
- Dobra, to teraz mów o co chodzi.
- Vee, moja mama nie żyje, została zamordowana wczoraj w nocy.
- Jezu, skarbie tak mi przykro. Jak się trzymasz?
- Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale czuję ulgę. Nie potrafię tego wytłumaczyć ani zmienić. Po prostu tak jest.
- Rozumiem. Jesteś jeszcze w szoku. - podeszła i mnie przytuliła - Wiadomo już, kto to zrobił?
- Nie, znaleźli ją w ruinach rezydencji koło lasu.
- Czyli możliwe ..., że ta sama osoba co porwała Haloway, .... zabiła twoją matkę? To trochę bez sensu.
- A propos', Natalie się odnalazła.
- Serio? Nic o tym nie słyszałam. Sypnęła kogoś? Kiedy wraca do szkoły? Przyjdzie na bal z okazji zakończenia roku?
- Właśnie w tym problem. Nikogo nie sypnęła i nie sypnie, a do szkoły nie wraca. Znaleźli ją martwą, razem z moją mamą.
- O w mordę ... żartujesz sobie ze mnie? Haloway, to diwa co uważała, że zostanie królową balu, NIE ŻYJE?!
- Tak. Teraz będziesz mogła zająć jej miejsce jako kandydatka do tego tytułu. - zaśmiałam się gorzko.
- Taa... a jak trzyma się Taylor? I twój tata?
- Nawet nieźle. Chyba tata to najbardziej przeżył. Przynajmniej wygląda na przejętego. Ustala jeszcze datę pogrzebu.
- Kiedy już będziesz wiedziała, dasz mi znać, prawda?
- Oczywiście. Żaden problem.
Wyszłyśmy z łazienki i ruszyłyśmy w kierunku wyjścia ze szkoły. Budynek był już prawie pusty. Po drodze spotkałyśmy tylko woźnego, który zmywał podłogę.
- Podrzucić Cię do domu? - zapytał mnie Vee szukając kluczyków od auta w torbie.
- Tak, jasne. Gdzie stoisz?
- W 2 alejce.
Vee jeździła czerwonym volvo. Uwielbiałam ten samochód.
- Słuchaj, nie chciałabyś znaleźć sobie pracy? - zapytałam ją kiedy już wsiadłyśmy do auta.
- Wiesz, ostatnio się nad tym zastanawiałam. A ty co? Szukasz przydałoby się znaleźć jaką pracę. Czy w Świecie kawy, nadal szukają kelnerek?
- Tak.
- To co, jedziemy się jutro zgłosić?
- Jasne! Już nie mogę się doczekać. - widać było po jej minie, że przez całą drogę myślała w co się ubierze.
A moją głowę ciągle zaprzątała jedna osoba.
Alex Blake.
_____________________________________________________
Witajcie!
Uff ... ale męczyłam się nad tym rozdziałem! Moi znajomi narzekali, że pisze za krótkie. Teraz może być? Przyznam się, że trzeciego jeszcze nie zaczęłam, więc muszę się trochę pospieszyć, bo komentujecie i jesteście bardzo aktywni!Także naprawdę dziękuję Wam z całego serca!!!
Robię to dla Was :)
Następny rozdział wrzucę, jak będzie... 10 komentarzy :)
Kocham i całuję <3
Tusiaaaczek
Nie wiedziałam co mam robić. Musiałam się czymś zająć, żeby nie myśleć ... o mamie.
Najdziwniejsze było to, że mi ulżyło. Może TAM będzie jej lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję. Postanowiłam przygotować się do szkoły. Razem z Taylorem chodziliśmy do tutejszego liceum. Spakowałam książki i zmieniłam ubrania. Temperatura na zewnątrz wynosiła prawie 20 stopni, a w ciągu dnia stopniowo wzrastała, więc ubrałam legginsy we wzorek i żółty top. Przypudrowałam lekko twarz i pomalowałam rzęsy tuszem. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem normalnie, z wyjątkiem fioletowych worków pod oczami. Przykryłam je korektorem i sprawdziłam, która godzina.
Siódma trzydzieści dwie, powinnam się zbierać. Wzięłam plecak i zeszłam po schodach. Nie chciałam się z nikim widzieć. Zabrałam jabłko ze stołu, ubrałam moje ukochane tenisówki i wyszłam na zewnątrz. Zatrzymałam się na chwilę i zaczerpnęłam świeżego powietrza.
Usłyszałam za sobą odgłos zamykanych drzwi. Po chwili koło mnie stał Taylor. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie wyszło mu to jednak, ale przynajmniej próbował.
- Chodź, podwiozę Cię. - złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę samochodu.
Tay jeździł czarnym jeepem, którego dostał od ojca na 18 urodziny. No, może kilka dni po urodzinach, bo rodzice jak zwykle zapomnieli.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera, wsiadłam do środka i zamknął za mną drzwi.
Zasiadł za kierownicą i odpalił silnik.
- Nie chciałabyś mieć własnego wozu, mała? - spojrzał na mnie kątem oka - Mogłabyś sama jeździć do szkoły. I nie chodzi o to, że nie lubię tego robić, ale za chwilę kończę szkołę i nie wiem jak to dalej będzie.
- Na razie mnie na niego nie stać. Muszę sobie znaleźć jakąś pracę. Vee mówiła mi ostatnio, że w Świecie Kawy szukają kelnerek.
Vee Jones - moja najlepsza przyjaciółka od .... odkąd pamiętam. Jesteśmy totalnym przeciwieństwem. Ona blondynka, ja brunetka. Ona ma 173 cm wzrostu, ja 161 cm. Ona ma niebiesko-szare oczy, ja brązowe. Ale jedna rzecz nas łączy. Uwielbiamy serial True Blood, razem potrafimy oglądać jeden, ten sam odcinek kilka razy! Praca w tym samym miejscu to jest to czego nam brakowało.
- Mogłybyśmy się zgłosić. Hm...co o tym myślisz, Tay?
- Myślę, że to niezły pomysł. Naprawdę. Mogę pojechać z tobą, jeśli chcesz.
- Nie, pojedziemy z Vee jej samochodem. Ale dzięki za propozycję.
Pocałowałam go w policzek i wyskoczyłam z jeepa, bo właśnie podjechaliśmy pod szkołę. Ruszyłam szybkim krokiem do budynku. Wyciągnęłam z plecaka plan zajęć i szybko szukałam lekcji od której dzisiaj zaczynałam. "Pierwszą mam w sali..." Plan upadł mi na ziemię razem ze mną. "No super, ja mam takie szczęście, że zawsze w kogoś wejdę." - pomyślałam.
Spojrzałam w górę, żeby zobaczyć w kogo weszłam. Miałam przed sobą chłopaka trochę starszego ode mnie o blond włosach, którym bez wątpienia poświęcił wiele uwagi, bo wyglądały na artystycznie potargane. W przeciwieństwie do innych chłopaków z naszej szkoły nieudolnie nadużywających żelu do włosów, ten chłopak wyglądał naprawdę dobrze. Był opalony, wysoki i smukły. Spojrzenie jadeitowych oczu nadawało twarzy wygląd postaci wyrzeźbionej przez któregoś z podziwianych artystów. Nie jestem jakąś specjalistką w kwestii chłopaków, ale on był baaaaardzo przystojny.
Popatrzył na mnie, uśmiechnął się i wyciągnął rękę, żeby pomóc mi wstać.
- Bardzo cię przepraszam. To moja wina. - powiedziałam uśmiechając się przepraszająco.
- Nie masz za co przepraszać, to ja zawsze chodzę z głową w chmurach. - powiedział i przeczesał ręką włosy - Nic Ci się nie stało?
- Nie, chyba nie. Nadgarstek tylko trochę boli, ale to nic. - schyliłam się żeby pozbierać swoje rzeczy.
- Poczekaj, ja to zrobię. - odsunął delikatnie moją rękę i podniósł plan i plecak - W której sali masz lekcje? Odprowadzę cię. - uśmiechnął się rozbrajająco - Zaraz sprawdzimy ... teraz masz historię w pracowni na 2 piętrze. Chodź, pospieszmy się, bo zaraz będzie dzwonek.
Zamarłam. Wpatrywałam się w niego jak jakaś idiotka.
- Dobrze, chodźmy. A Ty co masz pierwsze?
- Historię razem z tobą - uśmiechnął się łobuzersko.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek i ruszyliśmy biegiem do klasy. Profesor McCain sprawdzał listę obecności w momencie kiedy ze śmiechem wbiegliśmy do klasy. Spojrzał na nas surowo i wskazał pustą ławkę.
- Siadajcie, ale już. - był zdenerwowany.
Usiadłam w ławce i wypakowałam podręcznik.
Blond włosy chłopak zajął miejsce koło mnie i wbił we mnie swoje jadeitowe spojrzenie.
- Co?
- Zastanawiam się, co cię trapi. Widzę to w twoich oczach. Wszystko okej? - wyglądał na zatroskanego.
- Widzimy się pierwszy raz w życiu i każesz mi się zwierzać? Mowy nie ma. Nawet nie wiem jak masz na imię.
- Jestem Alex. Przez "x". - ewidentnie próbował mnie rozśmieszyć.
- Sophie, miło mi Aleksie przez "x". - zaśmiał się ukazując równe, białe zęby.
Nagle dziewczyna siedząca w ławce przed nami odwróciła się i spojrzała na mnie.
- No, no, no! Widzę, że jesteś tak bardzo zajęta zawieraniem nowych znajomości, że z przyjaciółką to już się nie przywitasz! - powiedziała i wystawiła mi język.
- Vee! Ty wariatko! Jak mogłabym o tobie zapomnieć? Przepraszam, mam trochę zwariowany tydzień. Z resztą, opowiem Ci później. - spojrzałam znacząco na Aleksa Mogę wpaść do ciebie koło szóstej?
- Jasne! Żaden problem. Z tego co widzę, mamy sporo do omówienia.
- Okej, ja też wpadnę posłuchać damskich ploteczek. - Alex mrugnął do mnie znacząco.
- NIE! - krzyknęłyśmy obie równocześnie, chyba trochę za głośno.
- Panno Russel, panno Jones, czy mogę prosić o ciszę?
Profesor McCain wyglądał na zirytowanego. Na jego lekcjach zawsze powinien panować spokój. Przynajmniej on tak twierdzi. My, uczniowie mamy inne zdanie na ten temat.
- Przepraszamy, panie profesorze. - powiedziałam i spojrzałam na Vee.
- Taaak. Sorki, psorze.
- Ekhem ... Panno Jones?
- Przepraszam profesorze McCain. Może być? - uśmiechnęła się. Na pierwszy rzut oka widać było, że sobie z niego kpi.
Profesor tylko przewrócił oczami.
* * *
Po lekcjach wyszłyśmy z Vee na korytarz. Stanęłyśmy pod jej szafką i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- O co znowu chodzi?
- Czy Ty wiesz kto to był?!
- Tak, Alex. Znasz go?
Wzniosłą oczy do nieba.
- Cała szkoła go zna. To Alex Blake, BYŁY chłopak Natalie Haloway. Wiesz, tej diwy, która zaginęła kilka miesięcy temu.
Zbladłam, na dźwięk tego imienia.
- Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie tutaj, chodźmy gdzieś, gdzie nikt nas nie podsłucha.
- Okej. Powiem Ci tyle: przerażasz mnie, ale masz szczęście, że Ci ufam, kochanie. Przy sali gimnastycznej jest łazienka, z której nikt nie korzysta. Może tam?
- Tak, to idealne miejsce. Chodźmy.
Złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku sali gimnastycznej. Po drodze zobaczyłam Aleksa. Spojrzałam na niego w tej samej chwili co on na mnie. Uśmiechnął się i puścił oczko.
Nie wiem czemu, ale czułam, że z nim jest coś nie tak. Nie potrafię się przy nim wyluzować.
Skręciłyśmy w stronę sali i straciłam go z oczu. Na szczęście. Weszłyśmy do opuszczonej łazienki i starannie zamknęłam za nami drzwi.
- Dobra, to teraz mów o co chodzi.
- Vee, moja mama nie żyje, została zamordowana wczoraj w nocy.
- Jezu, skarbie tak mi przykro. Jak się trzymasz?
- Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale czuję ulgę. Nie potrafię tego wytłumaczyć ani zmienić. Po prostu tak jest.
- Rozumiem. Jesteś jeszcze w szoku. - podeszła i mnie przytuliła - Wiadomo już, kto to zrobił?
- Nie, znaleźli ją w ruinach rezydencji koło lasu.
- Czyli możliwe ..., że ta sama osoba co porwała Haloway, .... zabiła twoją matkę? To trochę bez sensu.
- A propos', Natalie się odnalazła.
- Serio? Nic o tym nie słyszałam. Sypnęła kogoś? Kiedy wraca do szkoły? Przyjdzie na bal z okazji zakończenia roku?
- Właśnie w tym problem. Nikogo nie sypnęła i nie sypnie, a do szkoły nie wraca. Znaleźli ją martwą, razem z moją mamą.
- O w mordę ... żartujesz sobie ze mnie? Haloway, to diwa co uważała, że zostanie królową balu, NIE ŻYJE?!
- Tak. Teraz będziesz mogła zająć jej miejsce jako kandydatka do tego tytułu. - zaśmiałam się gorzko.
- Taa... a jak trzyma się Taylor? I twój tata?
- Nawet nieźle. Chyba tata to najbardziej przeżył. Przynajmniej wygląda na przejętego. Ustala jeszcze datę pogrzebu.
- Kiedy już będziesz wiedziała, dasz mi znać, prawda?
- Oczywiście. Żaden problem.
Wyszłyśmy z łazienki i ruszyłyśmy w kierunku wyjścia ze szkoły. Budynek był już prawie pusty. Po drodze spotkałyśmy tylko woźnego, który zmywał podłogę.
- Podrzucić Cię do domu? - zapytał mnie Vee szukając kluczyków od auta w torbie.
- Tak, jasne. Gdzie stoisz?
- W 2 alejce.
Vee jeździła czerwonym volvo. Uwielbiałam ten samochód.
- Słuchaj, nie chciałabyś znaleźć sobie pracy? - zapytałam ją kiedy już wsiadłyśmy do auta.
- Wiesz, ostatnio się nad tym zastanawiałam. A ty co? Szukasz przydałoby się znaleźć jaką pracę. Czy w Świecie kawy, nadal szukają kelnerek?
- Tak.
- To co, jedziemy się jutro zgłosić?
- Jasne! Już nie mogę się doczekać. - widać było po jej minie, że przez całą drogę myślała w co się ubierze.
A moją głowę ciągle zaprzątała jedna osoba.
Alex Blake.
_____________________________________________________
Witajcie!
Uff ... ale męczyłam się nad tym rozdziałem! Moi znajomi narzekali, że pisze za krótkie. Teraz może być? Przyznam się, że trzeciego jeszcze nie zaczęłam, więc muszę się trochę pospieszyć, bo komentujecie i jesteście bardzo aktywni!Także naprawdę dziękuję Wam z całego serca!!!
Robię to dla Was :)
Następny rozdział wrzucę, jak będzie... 10 komentarzy :)
Kocham i całuję <3
Tusiaaaczek