CHOMIKUJ!

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 4

TEJ NOCY ŚNIŁ MI SIĘ ALEX.
     Nie potrafię przypomnieć sobie o czym był ten sen, ale wyraźnie pamiętam jego twarz.
Kiedy się obudziłam, było wpół do pierwszej. Łoł, musiałam być naprawdę wykończona, bo rzadko zdarza mi się spać tak długo.
     Słońce mocno przygrzewało, kiedy wyszłam na balkon powdychać trochę świeżego powietrza. Niebo było bezchmurne, słońce świeciło wysoko w górze i mocno przygrzewało. Delikatny wiaterek owiał moje ciało, roznosząc przyjemny zapach świeżo skoszonej trawy. Zapowiadał się fantastyczny weekend.
     Ubrałam swoją ulubioną koszulkę z Muppetami i zbiegłam wesoła na dół. Do kuchni zaprowadził mnie smakowity zapach naleśników z syropem klonowym.
     - Mmm...pyszotka! - powiedziałam do Taylora stojącego przy kuchence ze szpachelką w dłoni.
     - Pomyślałem, że będziesz głodna jak wstaniesz, więc przygotowałem ci śniadanie, mała. A jeśli chodzi o obiad, to zjemy go później.
     - Spoko, nie ma sprawy. - usiadłam przy stole i polałam sobie naleśnika syropem.
     - Jakieś plany na dziś?
     Nie powiedziałam Taylorowi o mojej wczorajszej randce z Aleksem. Nie wiem jakby zareagował na wieść o tym, że umawiam się z byłym chłopakiem Natalie.
     - Idziemy z Vee na rozmowę o prace.
     - To świetnie! A gdzie chcecie pracować?
     - W "Świecie kawy" szukają kelnerek i Vee cały czas trajkocze, że ta praca jest stworzona dla nas, ble, ble, ble... no i w końcu się zgodziłam.
     - Na pewno. - przewrócił oczami - No to życzę powodzenia, bo ja muszę lecieć.
     - Wychodzisz?
     - Taaa...umówiłem się z Alice.
Otworzyłam szeroko usta, które nadal były wypełnione kawałkiem naleśnika. Taylor idzie na randkę... OMG! Czyli w końcu pozbierał się po zerwaniu z Julie, na szczęście.
     -Super. To ta dziewczyna, która chodzi ze mną na angielski? Wysoka, szczupła brunetka?
     ‎- Tak, to ona. Emm...co o niej myślisz?
     - Wydaje się miła, a przy okazji, jest bardzo ładna. - poruszałam brwiami na co Tay głośno się roześmiał.
     - Nie musisz mi tego mówić, sam doskonale o tym wiem. - puścił do mnie oczko - To ja lecę, narka!
     - Paa - rzuciłam, kiedy zniknął za kuchennymi drzwiami. Dawno go nie widziałam takiego zadowolonego. Musiał coś do niej ... czuć? Tak, to musiało być to. Oby coś z tego wyszło, bo nie wiem czy wytrzyma kolejne niepowodzenie. 
     Wzięłam do ust ostatni kawałek naleśnika i wstałam od stołu. Taylor jak zwykle nie pozmywał po sobie naczyń, więc musiałam to zrobić za niego. Wzięłam do ręki gąbkę, nalałam płynu i zaczęłam szorować brudną patelnię. Resztę talerzy powkładałam do zmywarki i wytarłam ręce ścierką.
     Spojrzałam na zegarek, było za dwadzieścia druga. Miałam jeszcze sporo czasu do wyjścia, więc postanowiłam pooglądać telewizję. Usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać jakiś denny film, jednak zasnęłam na pierwszej przerwie na reklamy. Cóż, przynajmniej miałam świadomość, że Tay bawił się lepiej ode mnie. 
     Kiedy zadzwoniła moja komórka, miałam ochotę rzucić nią o ścianę i olać wszystko, co miałam dzisiaj zrobić. Nie patrząc kto dzwoni, odrzuciłam połączenie i nałożyłam poduszkę na głowę. Po chwili jednak znów odezwał się dzwonek telefonu. Zignorowałam go i zakryłam uszy poduszką. Telefon ucichł i ... odezwał się kolejny raz! Zirytowana odebrałam i usłyszałam zdenerwowany głos mojej przyjaciółki.
     - Sophie! GDZIE TY, DO CHOLERY JESTEŚ?! Czekam na ciebie od dwudziestu minut!
     - Vee? Jak to czekasz? Która jest godzina?
     - Dwadzieścia po szesnastej. 
     - COOO?! Kurczę, przepraszam Cię. Zasnęłam i gdyby nie Ty, to pewnie spałabym dalej. 
     - To teraz, Śpiąca Królewno, wstawaj z kanapy i doprowadzić się do porządku. Już! - jak tylko się rozłączyła, pobiegłam po schodach do swojego pokoju i otworzyłam szafę. Na zewnątrz było nieco ponad 36 stopni. Zdecydowałam się na krótką sukienkę bez ramiączek w drobne kwiatki, do tego buty na koturnie i okulary perzciwsłoneczne. Przypudrowałam twarz, oczy podkreśliłam maskarą, nadając moim rzęsom uwodzicielską długość i pomalowałam usta szminką. Włosy dokładnie wyczesałam i pozostawiłam rozpuszczone, bo nie miałam czasu, na nic więcej. Wzięłam torebkę, do której wrzuciłam telefon, błyszczyk i kilka innych drobiazgów, spryskałam się perfumami i zeszłam na dół.
     Zabrałam klucze i po raz ostatni spojrzałam w lustro w przedpokoju. Przeczesałam palcami włosy i wyszłam na ganek. Zamknęłam drzwi, klucze schowałam do torebki i ruszyłam w kierunku biblioteki. 
     Dziesięć minut później stanęłam przed wejściem do biblioteki , a w progu czekała na mnie wściekła Vee. Wyglądała ślicznie, z resztą jak zawsze. Gdy tylko mnie zobaczyła, zbiegła po schodkach i stanęła przede mną.
     - No wreszcie! Już miałam do ciebie dzwonić. Nie mamy czasu na pogaduszki, musimy jechać, bo się spóźnimy! - złapała mnie z rękę  pociągnęła w stronę samochodu. 
     Vee przez całą drogę gadała o tym co sobie kupiła wczoraj na zakupach, ale jakoś nie przysłuchiwałam jej się za bardzo.
     - A Ty? Co wczoraj robiłaś? - to pytanie wyrwało mnie z zamyślenia. Czy powinnam jej powiedzieć o randce z Aleksem? W końcu jest moją najlepszą przyjaciółką i nie mamy przed sobą tajemnic.
     - Wiesz, wpadła do mnie wczoraj Alex. - gdy tylko wymówiłam jego imię, samochód gwałtownie zahamował i stanęłyśmy na środku drogi. Wiedziałam co się zaraz wydarzy...
     - I DOPIERO TERAZ MI O TYM MÓWISZ?! - siedziała przodem do mnie z szeroko otwartymi oczami.
     - No, przepraszam. Jakoś nie było okazji, żeby ci powiedzieć. - próbowałam się wytłumaczyć, ale wiedziałam, że to nic nie da. Vee byłą naprawdę wkurzona i to nie na żarty.
     - OCZYWIŚCIE! PEWNIE, NIE MIAŁAŚ CZASU ŻEBY POROZMAWIAĆ ZE SWOJĄ  NAJLEPSZĄ PRZYJACIÓŁKĄ! BARDZO MI MIŁO... 
     - Vee, przepraszam. Chciałam ci o tym powiedzieć, ale jakoś wypadło mi to z głowy. Naprawdę strasznie cię przepraszam. Proszę, nie gniewaj się już na mnie. - spojrzałam na nią. Na szczęście, już jej trochę przeszło. 
     - Wiem, że nie zrobiłaś tego celowo. Nie ma sprawy, nie gniewam się. Ale ja też przepraszam, za to, że na ciebie nawrzeszczałam. - pochyliła się w moją stronę, żeby mnie przytulić. Zrobiłam to samo. 
     - Obiecajmy sobie, że już nigdy nie będziemy się kłócić o chłopaków. Nigdy. - szepnęłam jej do ucha.
     Dziesięć minut później zaparkowałyśmy przed wejściem do kawiarni. Vee zaparkowała i wysiadłyśmy z samochodu. 
     - Denerwujesz się? - zapytała, malując usta błyszczykiem.
     - Tak szczerze, to tak. - poczułam rosnącą gulę w gardle. 
     - Wyluzuj, kochana. Mamy tą pracę w kieszeni! - złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę wejścia. 
     W środku był niesamowity tłok, ale jakoś przecisnęłyśmy się do jednej z kelnerek.
     - Przepraszam. - zaczęła Vee - My w sprawie pracy. Byłyśmy umówione z panem Russelem Dowellem.
     - Proszę za mną. - powiedziała dziewczyna i poprowadziła nas w stronę, złowrogo wyglądających  drzwi dla personelu.

_____________________________________________________

Cześć, siema, elo ;3

Przepraszam, że tak długo nie było nowego, ale nie mam weny i czasu na pisanie.
Ten rozdział jest delikatnie mówiąc...słaby.
Ale pewna osoba, groziła mi, że jak nie dodam to mnie zabije xd
Więc, nie obiecuję kiedy będzie następny, ale każdy komentarz, like itp. motywują mnie do dalszego działania.

Pozdro!

Tusiaaaczek ^^

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział 3

KIEDY WRÓCIŁAM PO SZKOLE DO DOMU, ustalaliśmy z ojcem szczegóły dotyczące pogrzebu mamy.
     Miała zostać pochowana na tutejszym cmentarzu. Pogrzeb miał się odbyć już za tydzień. Ojciec miał się zająć resztą spraw.
     Kiedy skończyliśmy, poszłam na górę do swojego pokoju i odpaliłam komputer. Zalogowałam się na Facebooka i zamarłam.
     Na monitorze widniała wiadomość: WIEM KTO ZABIŁ TWOJĄ MATKĘ. TY BĘDZIESZ NASTĘPNA.
     Czemu ludzie musieli być tacy podli? To oczywiste, że każdy w szkole już wiedział o śmierci mojej mamy i Natalie. Czemu miałabym być następna? I od kogo była ta wiadomość?
     Zamknęłam ją szybo i napisałam do Vee.
"Hejka, masz chwilę? :/"
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
"Dla ciebie zawsze, co się stało?"
"Właśnie dostałam wiadomość"
"Mhm, i co w tym takiego niezwykłego? ;)"
"Brzmi ona tak: WIEM KTO ZABIŁ TWOJĄ MATKĘ. TY BĘDZIESZ NASTĘPNA."
"Okeeej, to jest MEGA dziwaczne. Wiesz od kogo to?"
"Chciałabym wiedzieć. Nawet nie pokazał mi się nadawca. -,-"
"Hmm..pomyślimy o tym później. Pamiętasz, że jutro idziemy do "Świata kawy"?"
"Jasne. To co, może spotkamy się w bibliotece? Jest otwarta w weekendy?"
"Tak. Jak to dobrze, że już weekend. Nareszcie chwila relaksu. <3"
"Ja mam zamiar spać do obiadu. :)"
     Jutro obiad przygotowuje Taylor, więc mogę się wyspać.
"Dobra, muszę kończyć, bo mama chce czegoś ode mnie ._. Do jutra."
"Pa. W bibliotece o 16. Do zobaczenia."
"UBIERZ SIĘ ŁADNIE! ;*"
     Ah, ta Vee. Myśli tylko o ciuchach. Cóż...niektórzy tak mają.
     Nagle otworzyło mi się nowe okno chatu. "Kto tym razem?" - pomyślałam i spojrzałam na nową wiadomość.
"Cześć Sophie. :)"
     Czemu akurat w momencie kiedy o nim nie myślałam, on musiał się o siebie upominać. Ironia losu. Totalna.
"Hej Alex."
"Wszystko ok?"
"Powiedzmy. A u ciebie?"
"Nudno. Może wpadnę? :)"
"COO? Do mnie?!"
"Mhm."
     Już widziałam tę jego rozbawioną, przystojną twarz przed monitorem. Wprasza się do mnie do domu?
"A niby po co?"
"Może, oglądniemy jakiś film?"
"No nie wiem..."
"No weź! Nie bądź taka. :*"
"Ale ja nie mam żadnych filmów." - próbowałam się jakoś wykręcić.
"Wpadnę do wypożyczalni."
     I co teraz? Niby to tylko kolega, który chce wpaść do koleżanki, żeby razem oglądnąć jakiś film. Może powinnam się zgodzić?
"No...dobra. Za ile będziesz?"
"SUPER! :D Będę za 15 minut. Tylko daj adres."
     Wysłałam mu swój adres po chwili wahania.
"Do zobaczenia za 15 minut, skarbie."
"Ehe, będę czekać."
     Wylogowałam się i szybko wyłączyłam komputer. Co ja narobiłam?!
Miałam szczęście, że ojciec po naszej rozmowie musiał pilnie wyjechać z miasta. Ale gdzie jest Taylor? Czy jest w domu? Oby nie.
     - Tay? Jesteś w domu?
     Brak odpowiedzi. Uff. Na szczęście jestem sama. Zbiegłam na dół do kuchni i wyciągnęłam paczkę mrożonych serowych frytek. Moich ulubionych. Włączyłam piekarnik, wysypałam frytki na blachę i postawiłam na blacie.
     Chyba muszę się przebrać. Miałam na sobie T-shirt Taylora z Muppetami, w którym było mi najwygodniej chodzić po domu. Był tak wielki, że sięgał mi do połowy ud, więc nie miałam żadnych spodni.
     Pobiegłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy krótkie, jeansowe spodenki i bluzkę na ramiączkach z pacyfką. Przebrałam się i usiadłam przy toaletce. Wyczesałam włosy i spryskałam je lakierem. Włożyłam kolczyki, małe, srebrne kółka i bransoletkę. Pomalowałam się i zeszłam na dół przygotować salon. Poprawiłam poduszki, pozbierałam szklanki ze stolika i postawiłam czyste. Piekarnik wydał dźwięk oznaczający, że już się nagrzał i wsadziłam do środka przekąski. Z lodówki wyciągnęłam Pepsi i właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
     Uspokoiłam oddech i otworzyłam drzwi. Przede mną stał Alex. Miał na sobie biały podkoszulek na ramiączkach i czarne, luźne spodnie. Wyglądał niesamowicie. W ręce trzymał filmy. Uśmiechnął się na mój widok i znów ogarnęło mnie to dziwne uczucie.
     - Hej. - powiedziałam wpuszczając go do środka.
     Spojrzał na mnie.
     - Cześć . Ślicznie wyglądasz. - wyciągnął rękę i schował mi za ucho zabłąkany kosmyk włosów.
     - Jaki film wybrałeś? - zapytałam prowadząc go do salonu. Usiedliśmy na kanapie.
     - Wziąłem dwa, bo nie wiem jakie filmy lubisz.
     - Mhm, mianowicie?
     - "O północy w Paryżu" i "Obecność".
     Czyli komedia romantyczna i horror. No super! Nie chce się do niego przytulać w czasie jakiegoś romansidła.
     - Możemy oglądnąć komedie, jeśli się boisz. - powiedział do mnie.
     - Nie, może oglądnijmy "Obecność". Ty włącz film, a ja pójdę po przekąski.
     Wzięłam Pepsi z blatu i zaniosłam do salonu. Potem wróciłam, żeby wyciągnąć frytki z piekarnika. Założyłam rękawicę i otworzyłam piekarnik.
     - Auuu! - krzyknęłam. Uchwyt nagrzał się tak mocno, że poparzyłam sobie dłoń.
     - Poczekaj, ja to zrobię. - usłyszałam niski głos zza pleców.
Aleks ściągnął mi rękawiczkę z niepoparzonej dłoni, wyciągnął blachę i przesypał frytki do miski.
     - Pokaż mi dłoń.
     - Nie, nic mi nie jest. Naprawdę.
     - Daj mi ją oglądnąć - wyglądał na zatroskanego.
Wyciągnęłam rękę, a on złapał mnie delikatnie za nadgarstek. Zaczął oglądać moje palce, które zrobiły się mocno czerwone i strasznie piekły.
     - Nie wygląda to dobrze. Usiądź, spróbuję Ci to opatrzyć. Gdzie macie apteczkę?
     - Trzecia szafka po lewej.
     Wyciągnął bandaż i jakąś maść. Podszedł i ukląkł przede mną. Wyciągnęłam rękę.
     - Bardzo boli?
     - Trochę. Jeszcze nigdy się nie poparzyłam.
     - No cóż. Musi być ten pierwszy raz. - podniósł na mnie wzrok.
Posmarował mi zranione palce maścią i delikatnie je zabandażował. Wstał i schował maść do szafki.
     - Powinno być dobrze.
     - Dziękuję.
     - Nie ma sprawy. Chodź, wszystko przygotowałem. - zabrał z blatu miskę i butelkę.
Usiedliśmy na kanapie i Alex włączył film. Zaczął się w miarę normalnie, ale po jakiś 20 minutach zaczęło się robić strasznie. Kiedy z korytarza wyskoczyła jakaś ciemna postać i rzuciła się na małą dziewczynkę, odruchowo pisknęłam i zamknęłam oczy.
     - Spokojnie, Sophie. - powiedział Alex i objął mnie ramieniem.
Nie wiem czemu, ale do końca filmu siedziałam przytulona do niego i... było mi dobrze.

*     *     *


     - No... - zaczęłam, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe - chyba nigdy nie przekonam się do TAKICH filmów.
     - Nie powinnaś oglądać ich sama. - uśmiechnął się łobuzersko.
     - Nie będę. Już na pewno nie po tym, co wydarzyło się z moją mamą i Natalie.
Momentalnie poczułam jak cały sztywnieje.
     - Kurczę, przepraszam. - spojrzałam na niego - Nie powinnam o tym mówić. Byłeś wtedy tam, kiedy to się wydarzyło, prawda?
     Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczami.
     - Tak, byłem tam. To było okropne. Nie chciałabyś tego widzieć.
     - Czy... ty kiedyś chodziłeś z Natalie?
Kiwnął głową w odpowiedzi i poczułam, że czas zmienić temat.
     - To co teraz?
     - Nie wiem. Możemy oglądnąć ten drugi film, albo mogę już iść, jeśli tego chcesz.
     - Nie, możesz zostać. I tak siedziałabym tutaj sama.
     - Dobrze. Czyli oglądamy? Czy wolisz po prostu pogadać?
     - Możemy pogadać. Jakoś nie mam ochoty na kolejny film. - uśmiechnęłam się i wstałam z kanapy. Zaniosłam szklanki do kuchni, umyłam je i wytarłam. Alex przyniósł miskę i pustą butelkę.
Miskę dał mi do umycia, a butelkę wyrzucił do kosza.
      - Okej, to chodźmy może na górę. - wyszłam z kuchni i poprowadziłam go do mojego pokoju.
Na szczęście ciuchy, które zdjęłam wcześniej, wrzuciłam do szafy. Pokój wyglądał na czysty. Alex właśnie przeglądał moją półkę z książkami.
     -Widzę, że ktoś tu jest fanem "Czystej krwi".
     - Taaak. Każdą z tych książek przeczytałam po kilka razy i nadal nie mam ich dosyć.
     - Czyli kręcą cię kły i syntetyczna krew?
     - Ooo...czyli znasz tą serię?
     - Zdecydowanie wolę serial. Daje więcej dreszczyku emocji.
Przez następną godzinę wykłócaliśmy się o to, który z bohaterów CK* jest ładniejszy, silniejszy, straszniejszy itp.
     Nagle Alex wstał i spojrzał na mnie przepraszająco.
     - Muszę lecieć, Sophie. Może spotkamy się jeszcze?
     - Jasne, było naprawdę fajnie. Może następnym razem zrobimy sobie maraton CK? - odprowadziłam go do drzwi.
     - Dobry pomysł. To do zobaczenia.
     - Do zobaczenia. - powiedziałam.
Alex pochylił się w moją stronę i pocałował mnie w policzek.
     Kiedy już wyszedł, zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, rozmyślając nad moją pierwszą randką.

*CK - Czysta Krew (ang. True Blood)

_____________________________________________________


Siemka!

Nareszcie mamy 3 rozdział
! Już nie mogłam się doczekać, aż go dodam.

Nie wiem czemu, ale ostatnio byliście mało aktywni. Troszkę mnie to smuci. Ale mam nadzieję,
że w najbliższym czasie się poprawicie ;)

Następny rozdział jak będzie 11 komentarzy <3


Buziaki,

Tusiaaaczek ^^

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 2

TEJ NOCY NIE ZMRUŻYŁAM OKA.
     Nie wiedziałam co mam robić. Musiałam się czymś zająć, żeby nie myśleć ... o mamie.
Najdziwniejsze było to, że mi ulżyło. Może TAM będzie jej lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję. Postanowiłam przygotować się do szkoły. Razem z Taylorem chodziliśmy do tutejszego liceum. Spakowałam książki i zmieniłam ubrania. Temperatura na zewnątrz wynosiła prawie 20 stopni, a w ciągu dnia stopniowo wzrastała, więc ubrałam legginsy we wzorek i żółty top. Przypudrowałam lekko twarz i pomalowałam rzęsy tuszem. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam całkiem normalnie, z wyjątkiem fioletowych worków pod oczami. Przykryłam je korektorem i sprawdziłam, która godzina.
     Siódma trzydzieści dwie, powinnam się zbierać. Wzięłam plecak i zeszłam po schodach. Nie chciałam się z nikim widzieć. Zabrałam jabłko ze stołu, ubrałam moje ukochane tenisówki i wyszłam na zewnątrz. Zatrzymałam się na chwilę i zaczerpnęłam świeżego powietrza.
     Usłyszałam za sobą odgłos zamykanych drzwi. Po chwili koło mnie stał Taylor. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Nie wyszło mu to jednak, ale przynajmniej próbował.
     - Chodź, podwiozę Cię. - złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę samochodu.
Tay jeździł czarnym jeepem, którego dostał od ojca na 18 urodziny. No, może kilka dni po urodzinach, bo rodzice jak zwykle zapomnieli.
     Otworzył mi drzwi od strony pasażera, wsiadłam do środka i zamknął za mną drzwi.
Zasiadł za kierownicą i odpalił silnik.
     - Nie chciałabyś mieć własnego wozu, mała? - spojrzał na mnie kątem oka - Mogłabyś sama jeździć do szkoły. I nie chodzi o to, że nie lubię tego robić, ale za chwilę kończę szkołę i nie wiem jak to dalej będzie.
     - Na razie mnie na niego nie stać. Muszę sobie znaleźć jakąś pracę. Vee mówiła mi ostatnio, że w Świecie Kawy szukają kelnerek.
     Vee Jones - moja najlepsza przyjaciółka od .... odkąd pamiętam. Jesteśmy totalnym przeciwieństwem. Ona blondynka, ja brunetka. Ona ma 173 cm wzrostu, ja 161 cm. Ona ma niebiesko-szare oczy, ja brązowe. Ale jedna rzecz nas łączy. Uwielbiamy serial True Blood, razem potrafimy oglądać jeden, ten sam odcinek kilka razy! Praca w tym samym miejscu to jest to czego nam brakowało.
     - Mogłybyśmy się zgłosić. Hm...co o tym myślisz, Tay?
     - Myślę, że to niezły pomysł. Naprawdę. Mogę pojechać z tobą, jeśli chcesz.
     - Nie, pojedziemy z Vee jej samochodem. Ale dzięki za propozycję.
     Pocałowałam go w policzek i wyskoczyłam z jeepa, bo właśnie podjechaliśmy pod szkołę. Ruszyłam szybkim krokiem do budynku. Wyciągnęłam z plecaka plan zajęć i szybko szukałam lekcji od której dzisiaj zaczynałam. "Pierwszą mam w sali..." Plan upadł mi na ziemię razem ze mną. "No super, ja mam takie szczęście, że zawsze w kogoś wejdę." - pomyślałam.
     Spojrzałam w górę, żeby zobaczyć w kogo weszłam. Miałam przed sobą chłopaka trochę starszego ode mnie o blond włosach, którym bez wątpienia poświęcił wiele uwagi, bo wyglądały na artystycznie potargane. W przeciwieństwie do innych chłopaków z naszej szkoły nieudolnie nadużywających żelu do włosów, ten chłopak wyglądał naprawdę dobrze. Był opalony, wysoki i smukły. Spojrzenie jadeitowych oczu nadawało twarzy wygląd postaci wyrzeźbionej przez któregoś z podziwianych artystów. Nie jestem jakąś specjalistką w kwestii chłopaków, ale on był baaaaardzo przystojny.
     Popatrzył na mnie, uśmiechnął się i wyciągnął rękę, żeby pomóc mi wstać.
     - Bardzo cię przepraszam. To moja wina. - powiedziałam uśmiechając się przepraszająco.
     - Nie masz za co przepraszać, to ja zawsze chodzę z głową w chmurach. - powiedział i przeczesał ręką włosy - Nic Ci się nie stało?
     - Nie, chyba nie. Nadgarstek tylko trochę boli, ale to nic. - schyliłam się żeby pozbierać swoje rzeczy.
     - Poczekaj, ja to zrobię. - odsunął delikatnie moją rękę i podniósł plan i plecak - W której sali masz lekcje? Odprowadzę cię. - uśmiechnął się rozbrajająco - Zaraz sprawdzimy ... teraz masz historię w pracowni na 2 piętrze. Chodź, pospieszmy się, bo zaraz będzie dzwonek.
     Zamarłam. Wpatrywałam się w niego jak jakaś idiotka.
     - Dobrze, chodźmy. A Ty co masz pierwsze?
     - Historię razem z tobą - uśmiechnął się łobuzersko.
     Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek i ruszyliśmy biegiem do klasy. Profesor McCain sprawdzał listę obecności w momencie kiedy ze śmiechem wbiegliśmy do klasy. Spojrzał na nas surowo i wskazał pustą ławkę.
     - Siadajcie, ale już. - był zdenerwowany.  
     Usiadłam w ławce i wypakowałam podręcznik.
     Blond włosy chłopak zajął miejsce koło mnie i wbił we mnie swoje jadeitowe spojrzenie.
     - Co?
     - Zastanawiam się, co cię trapi. Widzę to w twoich oczach. Wszystko okej? - wyglądał na zatroskanego.
     - Widzimy się pierwszy raz w życiu i każesz mi się zwierzać? Mowy nie ma. Nawet nie wiem jak masz na imię.
     - Jestem Alex. Przez "x". - ewidentnie próbował mnie rozśmieszyć.
     - Sophie, miło mi Aleksie przez "x". - zaśmiał się ukazując równe, białe zęby.
Nagle dziewczyna siedząca w ławce przed nami odwróciła się i spojrzała na mnie.
     - No, no, no! Widzę, że jesteś tak bardzo zajęta zawieraniem nowych znajomości, że z przyjaciółką to już się nie przywitasz! - powiedziała i wystawiła mi język.
     - Vee! Ty wariatko! Jak mogłabym o tobie zapomnieć? Przepraszam, mam trochę zwariowany tydzień. Z resztą, opowiem Ci później. - spojrzałam znacząco na Aleksa Mogę wpaść do ciebie koło szóstej?
     - Jasne! Żaden problem. Z tego co widzę, mamy sporo do omówienia.
     - Okej, ja też wpadnę posłuchać damskich ploteczek. - Alex mrugnął do mnie znacząco.
     - NIE! - krzyknęłyśmy obie równocześnie, chyba trochę za głośno.
     - Panno Russel, panno Jones, czy mogę prosić o ciszę?
     Profesor McCain wyglądał na zirytowanego. Na jego lekcjach zawsze powinien panować spokój. Przynajmniej on tak twierdzi. My, uczniowie mamy inne zdanie na ten temat.
     - Przepraszamy, panie profesorze. - powiedziałam i spojrzałam na Vee.
     - Taaak. Sorki, psorze.
     - Ekhem ... Panno Jones?
     - Przepraszam profesorze McCain. Może być? - uśmiechnęła się. Na pierwszy rzut oka widać było, że sobie z niego kpi.
     Profesor tylko przewrócił oczami.

*   *   *

     Po lekcjach wyszłyśmy z Vee na korytarz. Stanęłyśmy pod jej szafką i spojrzała na mnie z wyrzutem.
     - O co znowu chodzi?
     - Czy Ty wiesz kto to był?!
     - Tak, Alex. Znasz go?
     Wzniosłą oczy do nieba.
     - Cała szkoła go zna. To Alex Blake, BYŁY chłopak Natalie Haloway. Wiesz, tej diwy, która zaginęła kilka miesięcy temu.
     Zbladłam, na dźwięk tego imienia.
     - Muszę ci coś powiedzieć. Ale nie tutaj, chodźmy gdzieś, gdzie nikt nas nie podsłucha.
     - Okej. Powiem Ci tyle: przerażasz mnie, ale masz szczęście, że Ci ufam, kochanie. Przy sali gimnastycznej jest łazienka, z której nikt nie korzysta. Może tam?
     - Tak, to idealne miejsce. Chodźmy.
     Złapała mnie za rękę i pociągnęła w kierunku sali gimnastycznej. Po drodze zobaczyłam Aleksa. Spojrzałam na niego w tej samej chwili co on na mnie. Uśmiechnął się i puścił oczko.
     Nie wiem czemu, ale czułam, że z nim jest coś nie tak. Nie potrafię się przy nim wyluzować.
     Skręciłyśmy w stronę sali i straciłam go z oczu. Na szczęście. Weszłyśmy do opuszczonej łazienki i starannie zamknęłam za nami drzwi.
     - Dobra, to teraz mów o co chodzi.
     - Vee, moja mama nie żyje, została zamordowana wczoraj w nocy.
     - Jezu, skarbie tak mi przykro. Jak się trzymasz?
     - Wiem, że zabrzmi to okropnie, ale czuję ulgę. Nie potrafię tego wytłumaczyć ani zmienić. Po prostu tak jest.
     - Rozumiem. Jesteś jeszcze w szoku. - podeszła i mnie przytuliła - Wiadomo już, kto to zrobił?
     - Nie, znaleźli ją w ruinach rezydencji koło lasu.
     - Czyli możliwe ..., że ta sama osoba co porwała Haloway, .... zabiła twoją matkę? To trochę bez sensu.
     - A propos', Natalie się odnalazła.
     - Serio? Nic o tym nie słyszałam. Sypnęła kogoś? Kiedy wraca do szkoły? Przyjdzie na bal z okazji zakończenia roku?
     - Właśnie w tym problem. Nikogo nie sypnęła i nie sypnie, a do szkoły nie wraca. Znaleźli ją martwą, razem z moją mamą.
     - O w mordę ... żartujesz sobie ze mnie? Haloway, to diwa co uważała, że zostanie królową balu, NIE ŻYJE?!
     - Tak. Teraz będziesz mogła zająć jej miejsce jako kandydatka do tego tytułu. - zaśmiałam się gorzko.
     - Taa... a jak trzyma się Taylor? I twój tata?
     - Nawet nieźle. Chyba tata to najbardziej przeżył. Przynajmniej wygląda na przejętego. Ustala jeszcze datę pogrzebu.
     - Kiedy już będziesz wiedziała, dasz mi znać, prawda?
     - Oczywiście. Żaden problem.
     Wyszłyśmy z łazienki i ruszyłyśmy w kierunku wyjścia ze szkoły. Budynek był już prawie pusty. Po drodze spotkałyśmy tylko woźnego, który zmywał podłogę.
     - Podrzucić Cię do domu? - zapytał mnie Vee szukając kluczyków od auta w torbie.
     - Tak, jasne. Gdzie stoisz?
     - W 2 alejce.
     Vee jeździła czerwonym volvo. Uwielbiałam ten samochód.
     - Słuchaj, nie chciałabyś znaleźć sobie pracy? - zapytałam ją kiedy już wsiadłyśmy do auta.
     - Wiesz, ostatnio się nad tym zastanawiałam. A ty co? Szukasz przydałoby się znaleźć jaką pracę. Czy w Świecie kawy, nadal szukają kelnerek?
     - Tak.
     - To co, jedziemy się jutro zgłosić?
     - Jasne! Już nie mogę się doczekać. - widać było po jej minie, że przez całą drogę myślała w co się ubierze.
     A moją głowę ciągle zaprzątała jedna osoba.
     Alex Blake.
_____________________________________________________

Witajcie!


Uff ... ale męczyłam się nad tym rozdziałem! Moi znajomi narzekali, że pisze za krótkie. Teraz może być? Przyznam się, że trzeciego jeszcze nie zaczęłam, więc muszę się trochę pospieszyć, bo komentujecie i jesteście bardzo aktywni!Także naprawdę dziękuję Wam z całego serca!!!

Robię to dla Was :)

Następny rozdział wrzucę, jak będzie... 10 komentarzy :)


Kocham i całuję <3

Tusiaaaczek




środa, 24 lipca 2013

Rozdział 1


DUSIŁAM SIĘ.
    Czyjaś ręka zakrywała mi usta, a druga szarpała za ramię, co wyrwało mnie z głębokiego snu. W ułamku sekundy przebiegło mi przez głowę tysiąc szalonych myśli. Zaczęło się. Właśnie ziszczał się najgorszy koszmar.
"Jest tutaj. Przyszedł po mnie!".
    Zamrugałam, usiłując rozpoznać w mroku napastnika.
Osłupiałam, gdy po chwili zobaczyłam twarz ojca. Przestałam się miotać. Puścił mnie wtedy i obrzucił chłodnym spojrzeniem. Usiadłam na łóżku z łomoczącym sercem.
     - Tato?
     - Witaj, Sophie. Nie mogłem Cię dobudzić.
     Naturalnie ani słowa przeprosin za to, że mnie śmiertelnie przeraził.
     - Ubierz się i doprowadź do porządku - nakazał - Jak najszybciej. Spotkamy się w gabinecie.
Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia, lecz nie zwlekałam ani przez chwilę. Ojciec oczekiwał tylko jednej odpowiedzi.
     - Tak, tato. Oczywiście.
     - Obudzę twojego brata. - oznajmił i skierował się do wyjścia.
     Zerwałam się z łóżka
     - Taylora?! - wykrzyknęłam - Ale po co?
     - Ćśśś - syknął - Nie hałasuj. Babcia śpi.
     Ojciec zamknął po sobie drzwi. Znowu poczułam strach, choć już po chwili się odprężyłam. Dlaczego poszedł po Taylora? Jeśli matka znowu wróciłam upita do domu, to sami sobie z nią poradzimy. No bo raczej nie mogło chodzić o nic innego. A jeśli ...? Nie, odpędziłam od siebie tą myśl.
     Matka dużo razy przychodziła do domu pijana, ale jeszcze nigdy nie przesadziła. Przez jej "problem" nie mogła sobie znaleźć pracy. W dzień, jeśli nie miała kaca, zajmowała się domem i naszym psem. Wieczorami chodziła grywać z przyjaciółmi na miasto. Nie było jej przeważnie do 3 albo 4 w nocy. Najczęściej ktoś ją przywoził, czasami wracała taksówką lub na piechotę. Tata zarywał noce czekając i martwiąc się o nią. Co mu nie pomagało w pracy.
     Ojciec jest wysoko postawionym biznesmenem. Zarządza dużą korporacją budowlaną. I za wszelką cenę stara się ukryć błędy żony.
     Ciekawa jestem ile jeszcze ze sobą wytrzymają. Nawet jeśli się rozstaną to mają duże dzieci, bo ja mam 17 lat, a Taylor 18. Poradzimy sobie. I w takiej sytuacji zamieszkam z Taylorem. Chyba, że będzie miał coś przeciwko temu.
     Z tatą nie mogłabym zamieszkać, bo nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Zachowujemy się wobec siebie dość oschle. Z mamą też nie. Nie poradziłabym sobie sama z jej "problemem".
     Zżyta jestem tylko z bratem. Chodzimy do tej samej szkoły i mamy tych samych przyjaciół. Sami jesteśmy jak najlepsi przyjaciele. On się o mnie troszczy, ja się troszczę o niego.
     Popatrzyłam na zegarek. Była 4 nad ranem. "Okej, trzeba się przygotować" pomyślałam.
     Starałam się zachowywać jak najciszej. Babcia ma lekki sen. Ubierałam się obracając w myślach pytanie "Czy jest gorzej niż zwykle?" Podeszłam do szafy i westchnęłam. W co się ubrać?
     Wybrałam popielate spodnie i białą bluzkę, na który zarzuciłam grafitowy sweterek przewiązany czarnym paskiem. Moją jedyną biżuterię stanowiła cieniutka bransoletka z małym serduszkiem dyndającym  na łańcuszku, z którą się nie rozstawałam.
     Więcej uwagi musiałam poświęcić fryzurze. Spałam ledwie 4 godziny, ale to wystarczyło, by włosy były potargane. Rozczesałam je, na ile się dało, i spryskałam obficie lakierem w nadziei, że wyglądają "jako tako". Nie malowałam się, przypudrowałam tylko lekko twarz. Nie miałam czasu na nic więcej.
     Przygotowania zajęły mi sześć minut, czym zdaje się ustanowiłam niechcący nowy rekord. Bezszelestnie zbiegłam po schodach, starając się nie obudzić babci. W salonie panował mrok, rozjaśniony tylko smugą światła sączącą się przez uchylone drzwi gabinetu ojca. Potraktowałam to jako zaproszenie, więc otworzyłam drzwi szerzej i wślizgnęłam się do środka. Na mój widok przyciszone głosy zamilkły. Ojciec zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów i okazał aprobatę w jedyny znany mu sposób: powstrzymując się od krytyki.
     - Sophie - rzucił oschle - chciałbym Ci przedstawić pana Croucha. Panie Crouch, to moja córka, Sophie.
     Pan Crouch okazał się być policjantem. Miał około 30 lat i potężny zarost. Widać, że pakował na siłowni. Przewiercił mnie wzrokiem i wyciągnął rękę.
     - Miło mi panią poznać, panno Russel - uśmiechnął się nieśmiało.
     - Proszę mi mówić Sophie. Mi też jest bardzo miło. - uścisnęłam wyciągniętą dłoń i odwzajemniłam uśmiech.
     Spojrzałam na ojca, który siedział przy swoim biurku i wyglądał na zmartwionego. Po chwili potrząsnął głową, poprawił okulary i zwrócił się do mnie.
     - Sophie, pewnie zastanawiasz się czemu wyciągnąłem Cię z łóżka o tak wczesnej porze. Cóż, z wyjaśnieniami poczekam na twojego brata. Ale gdzie on jest? Prosiłem, żeby się pospieszył. O! Chyba właśnie idzie.
     Do pokoju wszedł mów brat. Długie, czarne włosy spiął w luźnego kucyka. Miał na sobie jeansy i T-shirt z logo The Beatles. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
     - Hej siostra. O co chodzi? Czemu budzicie mnie w środku nocy? Jutro mam ważny mecz i ... - zamilkł widząc surową minę ojca. Podszedł do mnie i objął ramieniem.
     - Dzieci, jesteście już na tyle dorosłe, że, mam nadzieję, zrozumiecie. Pan Crouch razem ze swoimi kolegami z policji znaleźli dzisiaj w nocy ciało... waszej matki.
     Nagle cały świat stanął. W pierwszej chwili chciałam się roześmiać.
     Ciało?
     Mamy?
     Naszej?
     To niemożliwe, mama zaraz przyjdzie, jak zwykle pijana. Zaniesiemy ją z ojcem do łazienki. On wyjdzie przygotować jej szklankę wody, kubek herbaty i batona, a ja w tym czasie ją umyję i ubiorę w pidżamę. Zaprowadzimy ją do łóżka i ojciec każe jej wypić wodę. Po jakiś 15 minutach mama odpłynie w głęboki sen.
     I właśnie wtedy usłyszeliśmy cichutkie pukanie do drzwi. Tak! Wiedziałam, że to jakaś pomyłka. Poleciałam uradowana do drzwi, otworzyłam je gotowa poczuć mocny zapach alkoholu zmieszany z perfumami mamy. Ale przed drzwiami stał kolejny policjant z papierową teczką pod pachą. Widząc moją minę, bez zaproszenia wszedł do środka i skierował się ku gabinetowi ojca. Ruszyłam za nim ciekawa, o co znowu chodzi.
     Gdy tylko przekroczyłam próg, Taylor ruszył w moją stronę i przytulił mocno. Nie wiedząc jak mam się zachowywać, po prostu się rozpłakałam.
     Płakałam i płakałam, a Tay głaskał mnie po głowie i szeptał do ucha słowa pocieszenia.
     Nasza mama nie żyje. Już nigdy jej nie zobaczę. Tak bardzo ją kocham. Co my bez niej zrobimy? Musimy być dzielni. Dla niej.
     Wtedy udało mi się trochę opanować i zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie policjantów z ojcem.
     - ... jak widzi Pan na tym zdjęciu. Na jej szyi została taka błyszcząca smuga. Sprawdzamy w laboratorium co morderca miał ma rękach, musiała to być jakaś kleista, błyszcząca maź.
     - Mama została zamordowana? - ta sugestia spowodowała, że zrobiło mi się czarno przed oczami. Myślałam, że tym razem przesadziła z ilością alkoholu. Ale kto mógłby chcieć zamordować bezrobotną kurę domową?
     - Tak, niestety wszystko na to wskazuje. - powiedział pan Crouch - Została uduszona, a jej ciało znaleziono w ruinach rezydencji. Koło niej leżało jeszcze jedno ciało. Dziewczyny, która zaginęła kilka miesięcy temu. Przyczyną śmierci też było uduszenie. Hmm... jak ona się nazywała?
     - Natalie - szepnęłam.

_________________________________________

Siemanko!

Mam nadzieję że pierwszy rozdział Wam się spodobał.
Bohaterów którzy pojawili się w tej części możecie zobaczyć w zakładce BOHATEROWIE

Następny rozdział jak będzie 9 komentarzy ( jestem wymagająca ;)

Polecajcie bloga znajomym, komentujcie i zapisujcie się jako członkowie.

Buziaki ;*

Tusiaaaczek

wtorek, 23 lipca 2013

Prolog



     Była chłodna, październikowa noc. Przedmieścia Nowego Yorku wydawały się być upiorne i mroczne. Żadnej żywej duszy na ulicy pokrytej dywanem z zżółkłych już liści. W oknach domów wszystkie światła były pogaszone, domownicy smacznie spali w swoich łóżkach. Wydaje się, że całe miasto pogrążone jest w błogiej ciszy.
     Ale nie. Pięcioro nastolatków zmierza właśnie ku pobliskiemu zagajnikowi, który stanowi jedyny las w okolicy. Dwójka z nich, wysoki brunet i dziewczyna o rudych lokach idą przodem, świecąc małymi latarkami. Pozostali niosą w rękach plecaki i torby tak napchane, że wydawałby się że zaraz pękną.
     Nagle rudowłosa dziewczyna odwraca się i mówi.
     - Ruszaj się, Sharon! Nie mamy całej nocy. Jeśli się nie pospieszysz, to możesz wracać do domu. - wyglądała na poirytowaną.
Sharon popatrzyła na nią spode łba.
     - Łatwo Ci mówić! To nie Ty jesteś obładowana jak jakiś wół! Idziesz sobie jak jakaś królewna i traktujesz nas jak swoją służbę.
     - Sharon ma racje. - odezwał się chłopak z blond włosami i bejsbolówce nasuniętej na czoło - Nie wstyd Ci Alex, że dziewczyna musi za Ciebie nosić ciężary? Jesteś od niej dwa razy silniejszy! - chłopak niósł na rękach śpiącą dziewczynę.
     - Julie nadal śpi, Rob? - zapytała Sharon.
     - Niestety i jak widać nie śpieszy jej się do pobudki.
    Zatrzymali się przed starą chatą po środku lasu. Wyglądała jak te chatki z tandetnych horrorów, w których zamiast ludzi mieszkają robale i owady. Fuj.
Wszystko było z drewna: ściany, podłoga, dach. Nawet część mebli. Drewno było spróchniałe i częściowo zjedzone przez termity.
Alex i Natalie weszli do środka i ustawili latarki tak, żeby oświetlały całe pomieszczenie.
     Gdy Natalie postawiła latarkę na szafie, z otwartej szuflady wyskoczył szczur i otarł się o rękę dziewczyny.
     - Aaaaa ! - pisnęła przerażona Natalie.
     - Spokojnie, skarbie. To tylko szczur. - uspokajał ją Alex.
     - Nienawidzę szczurów, myszy, robali, owadów i węży. - mruknęła siadając na jednym z kocy, które rozłożyła Sharon.
     Śpiąca Julie leżała na kanapie, przykryta kocem. Mamrotała coś przez sen. Rob sięgnął po paczkę chipsów o serowym aromacie, który wypełnił całe pomieszczenie. Sharon popijała napój energetyczny o intensywnym landrynkowym aromacie.
     - Emm... Natalie? Czy mogłabyś mi przypomnieć, po co my tu w ogóle przyszliśmy? - westchnął Rob opierając się o ścianę.
     - Jak to po co?! - zawołała oburzona dziewczyna - Założyłam się z Sophie, no wiecie, Sophie Russel tą z klasy maturalnej, że spędzę tu całą noc. Krążą plotki, że w tym lesie mieszka jakiś szaleniec, czy chory psychopata, który łapie  młode dzieciaki i zaciąga je do ruin tej starej rezydencji. Przetrzymuje je tam i nie wiadomo co jeszcze. - przewróciła oczami - Oczywiście ja w to nie wierzę ale to głupi babsko che udowodnić, że taka dziewczyna jak ja - zarzuciła przy tym włosami - jest tchórzem i nie spędzi, a nawet nie pomyśli o tym, żeby przespać się w takim miejscu.
     - Mhm, ale po co MY tu jesteśmy, bo nadal nie rozumiem?
     - Hmm...dla towarzystwa. - powiedziała i zaczęła ściągać buty na 15 centymetrowym obcasie. Lepszych butów na spędzenie nocy w lesie nie mogła sobie wybrać.
     Nagle zaskrzypiała kanapa i wszyscy zwrócili się w stronę zaspanej Julie, która przecierała zaspane oczy. Spojrzała na nich i uśmiechnęła się szeroko.
     - Hej kochani. Coś przegapiłam? - zapytała, wstając i biorąc napój do ręki.
     - Tylko uciążliwą drogę na to pustkowie, pisk Natalie, szczury i tandetną historię. Nic ciekawego. - zaśmiał się Rob.
Po chwili wszyscy mu zawtórowali.
    Po trzech, może czterech godzinach wygłupów i wariacji Sharon i Natalie smacznie spały szczelnie otulone kocami. Alex, Rob i Julie siedzieli zajadając się chipsami i opowiadali sobie straszne historie.
     Gdy Rob skończył opowiadać, odezwała się znudzona Julie.
     - To wcale nie było straszne! Znam dużo straszniejszą historię.
     - Wątpię - mruknął Alex.
     - A chcesz się założyć? - powiedziała urażona dziewczyna. - Pewnej kwietniowej nocy, dwie  przyjaciółki wybrały się nad jezioro popływać i spędzić razem cudow... - opowieść przerwał jej przeraźliwy krzyk.
     Natalie miała oczy jak spodki, w których widać było strach i przerażenie, a po policzkach spływały jej łzy. Wydawałoby się, że wybudziła się z sennego koszmaru.
     Ale nie. Nad dziewczyną stała wysoka postać w ciemnej pelerynie, sięgającą prawie do sufitu. Twarz była całkowicie ukryta pod kapturem. Spod peleryny wystawała ręka ... błyszcząca, szarawa, oślizgła, pokryta liszajami zaciśnięta na szyi Natalie. Widzieli ją tylko przez ułamek sekundy, bo straszna istota jakby wyczuła ich spojrzenie zsunęła rękaw na dłoń.
     Żadna z pozostałych osób nawet się nie poruszyła kiedy ciemna postać wynosiła nieprzytomną dziewczynę z chaty.
____________________________________________________________________________

Hej!

Nareszcie skończyłam prolog :)

Mam nadzieję, że Was zaciekawił. Kolejne rozdziały będą troszkę w innej tematyce.
Ale to co się stało w prologu jest WAŻNE !

Następny rozdział jak będzie 6 komentarzy :)


Buziaki ;3

Tusiaaaczek